Czy wiesz, że?

Oddziaływanie hipnogenne ma bardzo korzystny wpływ na system nerwowy organizmu człowieka.

Metoda

Psychostymulacja

Prof. Maria Szulc - biochemik, naukowiec i praktyk, wypracowała własną unikalną metodę usuwania nałogu alkoholowego, nerwic, wad wymowy, zaburzeń równowagi psychicznej, osobowości, konfliktów z otoczeniem oraz zaburzeń więzi międzyludzkich i rodzinnych.

Psychostymulacja - opracowana i z powodzeniem stosowana przez profesor Marię Szulc - jest metodą nieagresywną. Dzięki zachowaniu w czasie zabiegu pełnej świadomości pacjenta, jest metodą humanitarną, która nie może choremu w niczym zaszkodzić i nie pozwala obcej osobie ingerować w jego osobowość. Wiele byłych ofiar nałogu alkoholowego, nerwowego trybu życia, a także konfliktów rodzinnych czy z otoczeniem, po leczeniu w gabinecie Pani Profesor powróciło do normalnego życia, stając się niejednokrotnie wybitnymi jednostkami naszego społeczeństwa.

Stosowana przez prof. Marię Szulc metoda leczenia uzależnień od alkoholu, poprzez nabycie własnej niechęci do picia, okazała się bardzo skuteczna. Kuracje, którym poddawała swoich pacjentów trwały od kilkunastu do 30 zabiegów w najcięższych przypadkach. Nerwice lękowe, depresje, załamania psychiczne (z wyjątkiem chorób psychicznych), brak wiary w siebie ustępowały już po 2 - 3 tygodniach leczenia i nigdy nie powracały. Wady wymowy - po 2 zabiegach, a tylko szczególnie ciężkie przypadki wymagały dodatkowo wyznaczonych treningów domowych.

Biostymulacja

W początkowym okresie mojej działalności stosowałam tylko hipnozę, ale ponieważ jestem chemikiem - zaczęłam badać to zjawisko z punktu widzenia mojej specjalności i starać się wyeliminować te rzeczy, które mnie osobiście w hipnozie nie bardzo się podobały.
Korzystając z pola bioelektrycznego, które jest potrzebne żywym istotom dla odbioru informacji - wypracowałam metodę, którą nazwałam biostymulacją, a która polega na przekazywaniu informacji do podświadomości przy udziale świadomości bez potrzeby obniżania krytycyzmu. Później metodę tę nazwałam psychostymulacją. Informacje mogą być w tej metodzie tak podane, aby pozytywne efekty były długotrwałe (zakodowują się najprawdopodobniej na poziomie molekularnym).

A co to jest biostymulacja

Początkowo stosowałam tylko hipnozę werbalną. Badałam to zjawisko z punktu widzenia mojej specjalności, tj. chemii i biochemii. Starałam się równocześnie eliminować z hipnozy wszystko to, co mnie w hipnozie nie odpowiadało. Wykorzystując pole bioelektryczne, które potrzebne jest żywym istotom do odbioru informacji - opracowałam własną metodę, którą nazwałam biostymulacją. Polega ona na przekazywaniu informacji do podświadomości przy udziale świadomości, kontroli i krytycyzmu człowieka.
Docent dr med. Heinrich Wallnöfer, mający wiele uznania dla mojej pracy, pragnął przedstawić mnie w Wiedeńskim Towarzystwie Hipnozy Lekarskiej. Miałam zaszczyt być jego gościem. Wygłosiłam w Wiedniu szereg wykładów o mojej technice hipnozy, przyglądałam się też badaniom naukowym docenta.
Metoda, którą kilkakrotnie prezentowałam w Wiedniu spotkała się z bardzo dużym zainteresowaniem. Doc. dr med. H. Wallnöfer też kilkakrotnie odwiedził moją placówkę pracy w Zakładzie Biochemii Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie i Gabinet Biostymulacji, który prowadzę, aby poznać bliżej tę metodę.

Maria Szulc, 15 luty 1981

Operacja pod hipnozą

Odbyła się 4 grudnia w Warszawie, w Ośrodku Chirurgii Estetycznej, którego kierownikiem jest dr med. Ryszard Kobos. Hipnotyzerem była profesor Maria Szulcowa, długoletni kierownik Zakładu Chemii i Biochemii Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie. Obecnie p. Szulcowa postanowiła całkowicie oddać się dalszym studiom w dziedzinie hipnologii, tak w zakresie teorii, jak i - przede wszystkim - praktyki. Świadkami tej po raz pierwszy przeprowadzonej po wojnie w Warszawie operacji było kilkunastu ludzi: wieloosobowa ekipa telewizji warszawskiej z red. Wunderlichem na czele, skromna osoba niżej podpisanego w charakterze tzw. niemego świadka z notesem w ręku, a przede wszystkim - prof. dr Stefan Manczarski, wybitny uczony, dyrektor Zakładu Fizyki Polskiej Akademii Nauk, biofizyk i elektronik, który w listopadzie przewodniczył w stolicy ogólnopolskiej sesji naukowej biocybernetyków.

Przed tym, nim przystąpię do stenograficznego niemal opisu samej operacji, chciałbym przedstawić dokładniej dwóch głównych bohaterów tego niecodziennego w Polsce wydarzenia naukowego. Są to: prof. Maria Szulcowa i dr Ryszard Kobos.

Wiedzą hipnologiczną prof. Maria Szulcowa interesowała się od dawna, jako chemik i biochemik. Bardzo dużo dał jej pod tym względem pobyt w Jenie w roku 1967 na zjeździe psychoterapeutów: lekarzy, psychologów, socjologów, pedagogów. Tam również pogłębiła swą wiedzę na specjalnym kursie hipnologicznym.

Prof. Maria Szulcowa wyjaśnia, że hipnoza tylko wtedy ma rację bytu, jeżeli służy dobru człowieka. Przy pomocy hipnozy można leczyć alkoholików, narkomanów, psychopatów, ale także ludzi cierpiących na alergię, astmę, choroby przewodu pokarmowego, wszelkie bóle, a także osoby psychicznie przemęczone.

Dlaczego hipnoza?

Profesor Marię Szulcową "odkrył" dr Ryszard Kobos - człowiek niespożytej energii, wielkiej wiedzy, chirurg i artysta zarazem, zwolennik przenoszenia do Polski najnowszych i najskuteczniejszych, wypróbowanych nawet najstarszych metod leczniczych. Nic co nowe i pożyteczne dla człowieka nie jest mu obce. Jego specjalność to chirurgia estetyczna. Że ta gałąź wiedzy medycznej jest absolutnie niezbędna, dowodzi chociażby fakt, że Ośrodek Chirurgii Estetycznej w Warszawie (nb. spółdzielnia lekarska), który stworzył, którym kieruje i w którym codziennie operuje dr Kobos, już obecnie przyjmuje zapisy na operacje na rok... 1971. To mówi samo za siebie.

A teraz wracam do meritum sprawy, tj. do operacji. A więc: rozpoznanie lekarskie - guz na tylnej części lewego uda, który musi być usunięty drogą operacyjną. Bez znieczulenia operacja taka byłaby dla pacjenta torturą, mogłaby się skończyć nawet jego śmiercią. Zastosowanie znieczulenia farmakologicznego jest niemożliwe ze względu na uczulenie pacjenta na preparaty znieczulające. Nie do zniesienia byłby dla pacjenta szok po narkozie. Hipnoza natomiast - jak wiadomo - nie wywołuje tego zjawiska. Aha, jeszcze jedno - pacjent ma 37 lat, jest prawnikiem.

Przed rozpoczęciem operacji dr Kobos informuje obecnych, że operacja przebiegać będzie w następujących etapach: usypianie pacjenta przez hipnotyzera, cięcie i sama operacja, wydanie przez hipnotyzera pacjentowi zakazu krwawienia i wreszcie - wydanie pacjentowi przez hipnotyzera rozkazu natychmiastowego obudzenia się.

Zapalają się bezcieniowe lampy. Sala rozświetla się, jak w promieniach słońca. Pacjent leży na wznak. Lekarz wydaje polecenie uśpienia pacjenta. Na rozkaz hipnotyzera pacjent zamyka oczy i stopniowo, po wpływem odpowiednich słów prof. Szulcowej, zapada w coraz głębszy sen, chociaż doskonale słyszy jej głos, ale tylko jej. Hipnoza bowiem jest wyłączeniem pewnych ośrodków mózgowych i rdzenia przedłużonego z wrażeń zewnętrznych na korzyść tych części mózgu, które przyjmują wyłącznie informacje hipnotyzera. Po kilku minutach hipnotyzer rozkazuje pacjentowi, który oczywiście śpi, odwrócić się na prawy bok. Pacjent natychmiast wykonuje polecenia w czasie głębokiego snu. Miejsce operacji zostaje odsłonięte. Widać zaróżowione ciało ludzkie. Pod skórą młodego człowieka pulsuje krew. Brzęk narzędzi chirurgicznych. Lekarz prosi wszystkich o zachowanie absolutnej ciszy, o niezadawanie żadnych pytań. Szemrzą tylko kamery telewizyjne. Czuje się zdenerwowanie obecnych. A co będzie, jeżeli się nie uda? Co będzie, jeżeli pacjent krzyknie z bólu? Przecież słyszy wyraźnie, co do niego mówi hipnotyzer, a więc świadomość jego działa.

Przebieg operacji


Lekarz bierze do ręki nóż chirurgiczny, oczywiście nie elektryczny. Kompletna cisza. Lekarz i hipnotyzer porozumiewają się wzrokiem, są w maskach sterylnych. Prof. Szulcowa daje głową znak, że można zaczynać. Następnie mówi spokojnie człowiekowi leżącemu na stole operacyjnym, że dolna połowa jego ciała od pasa nie istnieje, jest nieczuła na ból, że sam pacjent czuje się znakomicie, świetnie wypoczywa itd. itp.
Szybkim ruchem lekarz zanurza stal w żywe ciało ludzkie. Tryska krew. Cięcie długie i głębokie. Błyskawicznie patrzę na twarz pacjenta. Ani jeden muskuł nie drgnął nawet. Nie drgnęły nawet powieki. Pacjent oddycha głęboko, spokojnie i śpi, jak na wczasach na stogu siana, nawet uśmiecha się przez sen. A tymczasem w głęboką ranę wwierca się stalowa łyżka. Coś tam wygrzebuje krwawego.
Mijają minuty. Rana mocno krwawi. Czerwień krwi jest brzydka. To nie czerwień róży. Odwracam twarz. Denerwuje mnie, że pacjent może się nagle obudzić.

Hipnoza krwotoku

Lekarz prosi hipnotyzera o wydanie operowanemu zakazu krwawienia. To się naprawdę tak nazywa fachowo. Hipnotyzer wydaje taki zakaz. Mówi: "Ja tak chcę i pan tak chce!". I, o dziwo - rana natychmiast przestaje krwawić. Co było potem - to już chyba nieważne. Operacja udała się znakomicie.

Ale było jeszcze jedno niezwykłe przeżycie. Obudzenie pacjenta. Widziałem nieraz budzenie się ludzi po znieczuleniu środkami farmakologicznymi: byli zaszokowani, robili wrażenie ciężko chorych lub nieprzytomnych, nie mogli otworzyć oczu, dostawali mdłości, byli bladzi jak pergamin, kroplisty pot pokrywał często ich kredowe czoła.

Tu wszystko było inaczej. To wyglądało nawet na żart. Profesor Szulcowa powiedziała pacjentowi: "Czuje się pan znakomicie. Czuje się pan tak, jak na wczasach w Zakopanem. Nigdy się nie czuł pan tak dobrze, jak teraz. Kiedy policzę do trzech, otworzy pan oczy i uśmiechnie się do wszystkich. Nie będzie pan czuł żadnego bólu przez pół godziny. Uwaga! Liczę do trzech: raz, dwa, trzy!".

Pacjent otwiera natychmiast oczy, uśmiecha się tak serdecznie i radośnie, jakby spotkało go coś bardzo przyjemnego. Usiłuje nawet odwrócić się od razu na drugi bok. Nie wie, w którym miejscu jest rana pooperacyjna, zaklejona znakomitym plastrem sterylnym "steri-strip". Prof. Szulcowa mówi pacjentowi, że jest on dzielnym człowiekiem.

W godzinę później widziałem pacjenta z papierosem w ustach. Na drugi dzień po operacji dowiedziałem się od lekarzy, że rana już się prawie zagoiła. Podobno po operacjach pod hipnozą rany goją się o wiele szybciej niż po operacjach pod narkozą.

Jerzy Jacyna
Tygodnik Polski 19 stycznia 1969 r.


Serwis stosuje się pliki cookies, które są zapisywane na dysku urządzenia końcowego użytkownika w celu ułatwienia nawigacji oraz dostosowania Serwisu do preferencji użytkownika. Szczegółowe informacje o plikach cookies znajdziesz w Polityce Prywatności. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest w po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Więcej o blokowaniu i usuwaniu plików cookies znajdziesz w Polityce Prywatności. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji Serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.